Autor: Michał Culek

Jacek Czyż

Jak się zaczęła Pana przygoda z dubbingiem ? – Skończyłem szkołę w 1977 roku i wtedy, świętej Pamięci Zofia Dybowska Aleksandrowicz, wybrała sobie trójkę z naszego roku tj. Mirka Konarowskiego, Jacka Łapińskiego i mnie. Początkowo zaczęła nas angażować do gwarów a później dostawaliśmy epizody, które stopniowo zamieniały się w role. Kiedy pracowałem u Pani Olgi Lipińskiej w Teatrze Komedia, stwierdziłem, że praca w teatrze mi nie odpowiada, ponieważ nie lubię tak zwanego procesu twórczego tzn. dużej ilości prób, oraz siedzenia w bufecie w oczekiwaniu na wiadomość (po wypiciu kilkunastu herbat), że nie jestem już dzisiaj potrzebny. Później miałem przyjemność wystąpienia w kilku filmach, jednak system rodzimej produkcji nie odpowiadał mi. Kiedy występowałem za granicą to było co innego. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. I tak np. jeżeli o ósmej było śniadanie to byłem o wyznaczonej godzinie na śniadaniu. Plan filmowy, wyznaczony na godzinę 9 był już przygotowany. Kiedy grałem w filmie „Sherlock Holmes i Dr Watson”, który kręciliśmy w koprodukcji z anglikami to przyjeżdżała po mnie taksówka, zabierała mnie na plan, gdzie było wszystko przygotowane. Miałem też wyznaczonego dublera po to bym się nie męczył próbując sytuację. Na planie przygotowano dla mnie nawet takie krzyżyki abym wiedział w którym miejscu mam stanąć, w którym kucnąć. Mój dubler mi wszystko pokazywał a kiedy spytałem kierownika planu, „Dlaczego ja w danej scenie nie próbuję.” odpowiedział mi „Po co masz kręcić...

Read More

Mariusz Czajka

Jak zaczęła się Pana praca w dubbingu ? – To było bardzo dawno temu. Na początku robiłem w „gwarach” gdzie nagrywałem różne odgłosy. Pierwszym poważnym castingiem, który wygrałem był casting na Kaczora Donalda. Był to bardzo ważny casting bo na niego stawili się aktorzy z całej Polski a dodatkowo przyjechał przedstawiciel z Ameryki. Po „staniu się” Donaldem pograłem trochę i niestety musiałem wyjechać z „Metrem” w trasę. Przez ten czas kto inny już przejął ode mnie szalonego Kaczora. Później wygrywałem castingi na Goofiego, Królika Bugsa ale i tym postaciom też krótko użyczałem swojego głosu. Później był Harry Potter, gdzie byłem gadającą głową znajdującą się przy autobusie, który jeździł po mieście. Ostatnio nagrywam do różnych bajek i nagrywam po kilka (kilkanaście) głosów naraz. Głosy te przechowywane są w specjalnych bankach i są dostępne dla tych reżyserów, którzy szukają aktorów do kolejnych bajek albo kolejnych dubbingów. Która z postaci zagrana przez Pana sprawiała największą trudność ? – Myślę, że najtrudniejszy tutaj był Kaczor Donald. On w amerykańskiej wersji jest ciężki do zrozumienia a co dopiero w polskiej. Wypowiedzenie polskich słów dla Donalda sprawiało mi najwięcej trudności. Prócz Kaczora Donalda trudną postacią do zagrania był Mistrz Jedi w „Gwiezdnych Wojnach”. Postać ta przypisana została mnie po prostu przypadkowo bo wybrałem się na casting celem użyczenia głosu innemu bohaterowi ale przez szczęśliwy wygłup zostałem obrany Mistrzem Jedi. Czy podczas nagrania przydarzyło się Panu...

Read More

Paweł Galia

Jak rozpoczęła się Pana praca w dubbingu? Moja praca w dubbingu zaczęła się w dość typowy dla nowej generacji ‚dubbingowców’ sposób. Po rozwiązaniu w 1990 roku przez Panią Minister Cywińską Teatru Narodowego – „Sceny na Woli”- z którym byłem związany, pozostałem (jak wielu aktorów) bez pracy. Ponieważ miałem małe dziecko musiałem jak najszybciej znaleźć jakieś zajęcie. Dowiedziałem się, że moja koleżanka z Łodzi – Pani Malina Horodecka – zajmuje się dubbingiem. Najpierw była redaktorem, a później stała się reżyserem dubbingu. Zaprosiła mnie do współpracy. Przede wszystkim przyglądałem się Jej pracy, wnikałem w tajniki profesji. Przez rok grałem także mniejsze...

Read More

Piotr Adamczyk

Jak rozpoczęła się Pana praca w dubbingu ? – To było bardzo dawno. Zostałem poproszony przez Panią Dorotę Kawęcką do zagrania głównej roli w animowanym serialu „Wilczek„. Miałem grać chłopca, który nocami zmienia się w wilka. Początki były bardzo trudne – pierwszy odcinek nagrywaliśmy chyba w ciągu trzech sesji. Pomyślałem wtedy, że już nigdy nie będę brał udziału w dubbingu – nie potrafiłem tego wszystkiego ogarnąć. Przerosło mnie to, że musiałem na raz czytać, patrzeć na ekran i zwracać uwagę na „kłapy”. Powiedziałem wtedy pani reżyser, że to jej wina, ponieważ do głównej roli zaangażowała niedoświadczonego aktora. Ale pani Dorota Kawęcka upierała się przy swoim wyborze. Jej upór przyczynił się do ukończenia wszystkich odcinków, z których ostatnie nagrywałem już bardzo szybko. Kiedy zakończyliśmy całość, ponownie wróciliśmy do feralnego pierwszego odcinka. Zrobiliśmy go w ciągu trzech godzin a nie w ciągu trzech dni, jak to było na początku. Czas pokazał, że wszystkiego można się nauczyć, także trudnej sztuki dubbingu. Którym z postaci użyczył Pan swój głos ? – Ci, którzy oglądali serial „Fragglesy„, na pewno pamiętają psa Sprockett’a. To było bardzo ciekawe doświadczenie, a dla mnie niezła zabawa, ponieważ przed mikrofonem jedynie ziałem, warczałem, szczekałem oraz wydawałem z siebie wszystkie dźwięki, które wydaje pies. Doszło do tego, że byłem tak przygotowany i wyczulony na ruchy mojej postaci, iż nawet nie musiałem jej oglądać – po prostu brałem słuchawkę i reagowałem...

Read More

Dubbing społecznościowy

Ostatnie zwiastuny

Loading...

Archiwa