Jak zaczęła się Pana przygoda z dubbingiem?
Zaczęła się dość dawno bo w 1974 roku. Zostałem zaproszony do Studia Opracowań Filmów mieszczącego się przy Al. Niepodległości i byłem próbowany do roli Wesołka w Calineczce, robionej przez Japończyków. Znalazłem się wśród wielu znanych aktorów, m.in. śp. Wiesława Drzewicza. Byłem zupełnie „zielony”. Nie wiedziałem co mam robić i jak. Mimo to wygrałem swoją pierwszą dużą rolę.

I tak zaczęła się moja przygoda z dubbingiem. Zacząłem pracować z Panią Piotrowską i innymi reżyserami jak Henryką Biedrzycką, Iloną Kuśmierską, Miriam Aleksandrowicz.

Ze znaczących ról to zagrałem w serialu francuskim „Biały Delfin Um”. Grałem tam ptaka Sebastiana (ptaka, który rozumiał mowę delfinów i umiał przywoływać tytułowego bohatera – przyp. autora). Tak to się zaczęło a potem były dziesiątki innych filmów, seriali oraz kreskówek.

Czy mógłby Pan wymienić jakieś znaczące dla siebie postacie, którym udzielił Pan swego głosu?
Grałem Misia Fuzzy w „Mapeciątkach”, ale tych pierwszych, które były puszczane wiele lat temu. Również grałem Matkę we „Fragglesach.

Powiem Panu również, że zacząłem grać w serialu „Kaczor Duck” (org. „Darkwing Duck” – przyp. autora). Reżyserowała go Pani Maria Piotrowska a ja grałem w nim główną rolę. Lecz telewizja nie zgodziła się emitować tego serialu jakoby był zbyt brutalny i po emisji 3-4 odcinków przerwała jego nadawanie. A szkoda, bo to był naprawdę dobry film.

Grałem zresztą we wszystkich znaczących filmach, które zaistniały na naszych ekranach. Jeśli nie grałem tam postaci pierwszoplanowej to na pewno mnie nie pominięto i „przewijałem się” w danym filmie.

Którą z dubbingowanych postaci darzy Pan sympatią?
Dużą sympatią darzę Gargamela ze Smerfów. 50 odcinków robił Wiesław Drzewicz a następne 50 robiłem ja, jak gdyby namaszczony przez niego. Kiedy był bardzo chory i nie mógł dalej grać zaproponowano mi rolę Gargamela. I tak nim zostałem, zaakceptowanym później przez kolegów. Gargamel jest soczystą, pełną fajnej zabawy postacią, do zagrania bardzo ciekawą.

Czy wniósł Pan coś nowego do postaci Gargamela czy tylko przejął Pan pałeczkę od Pana Drzewicza?
Poproszono mnie, bym przez pierwsze 2-3 odcinki podciągnął pod Pana Drzewicza, a później już przeszedłem na swoje. Transformacja była pełna, ponieważ postać narzuca aktorowi pewne kanony grania czy pewne normy, które musi zagrać tak czy inaczej. Nie wiem czy Pan się orientuje, że często dobiera się aktora do fizycznego podobieństwa postaci i jest coś w tym takiego, że rzeczywiście aktor jak gdyby uosadabia się z tą postacią, nie tylko z żywym aktorem lecz i postacią kreskową zaś Gargamel był postacią pełną wdzięku, soczystą, wspaniałą i niegłupią a robienie jej było dużą frajdą.

A czy oprócz Gargamela były inne postacie?
Tak. Jedną z moich najukochańszych postaci jest Prosiaczek z „Kubusia Puchatka”. Prosiaczek był zupełnie inną rolą w przeciwieństwie do moich wrzaskliwych postaci, był taki nieśmiały, zagubiony. Bardzo sobie cenię Gonza, postać również znakomita, żyjąca dwutorowo – wewnętrznie i zewnętrznie.

To bardzo dobrze, że grałem przeróżne postacie począwszy od hałaśliwych aż do prostych, subtelnych i delikatnych. Niby wydaje się to proste. Ktoś stworzy postać na papierze, aktor przyjdzie, poskrzeczy swoim głosem i cześć. To nie na tym polega. Trzeba właśnie taką postać stworzyć, zagrać ją jakby się grało na scenie w teatrze. Należy tą postać zbudować psychologicznie. Filmy aktorskie robione są bardzo starannie np. u Disneya czy Warner Brothers, gdzie wytwórca decyduje o postaci np. jeżeli głos odbiega od oryginału ale psychologicznie w pełni oddaje jej treść i pasuje do postaci, jest szansa dopuszczenia przez producenta aktora z takim głosem do dubbingu. Tak było m.in. z Prosiaczkiem, którego głos w oryginale był trochę inny jednak producenci zgodzili się na to co im zaproponowałem.

Wieprzewski Mirosław - autograf

Którą metodą woli Pan grać : obecną gdzie jeden aktor nagrywa czy dawną, gdzie w studiu grało wielu aktorów na raz?
Kiedyś, gdy grało się pełnymi sekwencjami i z kilkunastoma aktorami, jak ktoś się pomylił trzeba było powtarzać wszystko od początku. Nawet musieli powtarzać ci co powiedzieli dobrze daną kwestię. Dzisiaj, kiedy w studiu gra jeden aktor i gdy się on pomyli to można tą scenę powtórzyć ponieważ nie jest to duża scena a jedynie jej cząstka. Ja zaś wolę metodę dawną, chociaż obecna mi nie przeszkadza. Dlaczego ? To było cudowne życie, spotykaliśmy się całymi gromadami, pędziło się wtedy z teatru na wieczorne nagrania, albo po próbie, albo przed próbą. Spotykaliśmy się, wymienialiśmy się nowinkami teatralnymi. Ponadto dawna metoda była jak gdyby artystycznie lepsza to grało się wtedy z kolegami na żywo, tak jak na scenie. Obecna metoda to granie w samotności bez partnera, jak monodram, aktor gra praktycznie sam ze sobą. Ja w ciągu tych 27 lat pracy w dubbingu posiadam pewną samokontrolę, słyszę i wiem co robię źle a co dobrze. To co pozostało mi z tamtego okresu to zdolność zapamiętywania swoich tekstów. I teraz kiedy słyszę swoją kwestię w słuchawce to nie patrzę w krótki tekst, tylko patrzę w monitor i mówię głosem swojej postaci.

Czy do wszystkich swoich postaci używał Pan tego samego głosu, czy były takie postacie w którym musiał Pan ten swój głos zmienić?
Myślę, że każdy ma swój charakterystyczny głos, który jest wykorzystywany do jakiś ról. Mój podstawowy głos istnieje i reżyser kiedy jest mu potrzebny „wykorzysta mnie” (mój głos). Jednak jest wiele postaci granych przeze mnie, których obdarzyłem innym głosem. Ot, na przykład Prosiaczek, czasami mi się zdarzyło grać w wielu filmach damskie role.

Nad czym Pan obecnie pracuje?
Ostatnio robiłem dla C+ serial, gdzie zagrałem komputerowego stworka. Rzecz się dzieje w komputerowym świecie, gdzie żyją właśnie takie stworki komputerowe. Serial ten był ciekawie rozwiązany edukacyjnie bo pokazano np. wysyłanie poczty, emailów za pomocą specjalnych posłańców roznoszących tą pocztę. Serial ten już skończyłem i były tego ze 22 odcinki. Ponadto w zeszłym roku nagrywałem dwadzieścia kilka odcinków serialu, który nazywał się „Kotopies”, a ostatnio skończyłem grać Miau w „Pokemonach”.

Teraz trochę mniej czasu poświęcam dubbingowi i ostatnio wyszedłem z rytmu a przez to, że odmawiałem grania ze względu na brak czasu. Dubbingowi trzeba się całkowicie poświęcić, być dyspozycyjnym na każde wezwanie reżysera czy też kierownika produkcji. Ja zaś odmawiałem grania, no chyba, że ktoś się uprze na mój głos. Wtedy nie mam wyboru a ludzie ze studia dostosowują się do mojego czasu.

Jak spędza Pan wolny czas? Jakie są Pana zainteresowania?
Lubię psy, często chodzę z nimi na spacery gdzie spotykam innych „psiarzy” z którymi razem chodzę i rozmawiam. Zdarza się, że na spacerach jest aż 15 psów. Ostatnio zacząłem znów rzeźbić. Od Mikołaja dostałem dremel, taką maszynkę, która ma wiele różnych wiertełek, frezów, frezików i która jest bardzo przydatna do rzeźbienia. Odczułem ponowną chęć do pisania, zacząłem pisać piosenki. Być może za jakiś czas wydam swój zbiorek. Przez moje zajęcia domowe i nie tylko nie mam zbytnio czasu posiedzieć przy komputerze, czego bardzo żałuję. Moje hobby to działka przy której spędzam całe dnie, pod warunkiem że jest ciepło. Teraz nie mogę się doczekać aż się ociepli.

Dziękuję bardzo za rozmowę.